Padła kolejna główna wygrana w „ Milionerach”.

To już druga wygrana w wysokości 1 mln złotych. Jak to jest, że milion milionowi nie równy? Co z pierwszym wygranym wszystko już przehulał czy jednak ma jeszcze oszczędności?

Mamy drugą główną wygraną w teleturnieju „Milionerzy”. Tym razem jest to pani Maria Romanek emerytowana nauczycielka pochodząca z miejscowości Bezmiechowej Dolnej na Podkarpaciu. Jak pamiętamy 8 lat temu pierwszą taką kwotę wygrał Krzysztof Wójcik ze Szczecina. Kto z nich jest jednak większym wygranym? Mimo, że obydwoje wygrali równy milion, to jednak więcej tak naprawdę zyskał pan Krzysztof. Dlaczego? Wszystko to przez inflację. Dzisiejszy milion 8 lat temu byłby wart zaledwie 888 tysięcy złotych. Wszystko przez to, iż przez te kilka lat życie podrożało o 13%. Załóżmy, że pan Krzysztof kupiłby wtedy mieszkanie niedaleko miejscowość pani Marii. W tamtych czasach stać by go było na 239 m², a teraz dostałby tylko 207 m² tego samego mieszkania. Ale żeby nie było aż tak niesprawiedliwie, to w zamian za to pani Maria może kupić sobie o 362 sztuki więcej telewizorów 32 – calowych LED. Takie i inne porównania możemy znaleźć w Internecie. Żeby było zabawnie porównano nawet ile ziemniaków więcej, a ile mniej kupiłoby się 8 lat temu, a ile teraz. Jeśli oczywiście mielibyśmy w taki sposób przeliczać każde pieniądze wygrane i zarabiane, to Polacy mieliby kolejny powód do załamania, więc lepiej po prostu cieszyć się z wygranej.

Dla przypomnienia w marcu 2010 roku pan Krzysztof, jako pierwszy w historii polskiej edycji „ Milionerów” wygrał 1 mln złotych prawidłowo odpowiadając na pytanie dotyczące Czesława Mozila. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, bo dziś ten mężczyzna jest już bardziej znany, jednak 8 lat temu mało, kto o nim słyszał. Pan Krzysztof postawił wszystko na jedną kartę i strzelił z odpowiedzią. Jak mówi, kiedy Hubert powiedział, że właśnie został milionerem, nie mógł w to uwierzyć. Publiczność wstała z miejsc, z sufitu posypało się konfetti, a on czuł, że to jakiś sen. Woda sodowa nie uderzyła mężczyźnie do głowy. Nawet w pracy nikomu nic nie powiedział, wszystko wydało się przez przypadek. W tamtych latach mężczyzna pojechał w podróż ze swoją żoną do USA, a także kupił mieszkanie. Do dziś nie wydał jeszcze wszystkich pieniędzy.

Nasza nowa milionerka także należy do skromnych ludzi. W wywiadzie powiedziała, że owszem radość jest ogromna, ale trzeba zabrać się za trzepanie dywanów, bo w końcu za chwilę święta.

Kiedy widzi się takie wygrane ludzie mają większą motywację, żeby coś zrobić ze swoim życiem. Pamiętajmy, aby jednak nie popadać w paranoję i nie polegać tylko na loteriach i konkursach.

Dodaj komentarz