Jak wygląda codzienność w lombardzie? Odwiedziliśmy jeden z nich, przeczytaj i dowiedz się jak to jest

Coraz częściej powstają programy o prowadzeniu lombardów. Ludzie skuszeni wizją pracy w nich i ogromnych zysków chcą podjąć pracę w takim miejscu. Spodziewają się wielu klientów, cennych pamiątek, białych kruków i ciekawych wydarzeń. Rzeczywistość jest trochę inna…

Dzień pracy w lombardzie, podobnie jak w wielu sklepach czy innych zakładach usługowych zaczyna się o dziewiątej rano. Tego dnia towarzyszę Grześkowi, właścicielowi lombardów w niewielkim miasteczku na południu Polski. Wewnątrz jak i z zewnątrz budynek lombardzie nie wygląda zbyt okazałe,  gdyby nie szyld, w ogóle nie powiedziałabym, że coś tutaj jest. W środku zastaję oczywiście mnóstwo gabloty i półek, pełnych telefonów komórkowych, monitorów, jest też kilka rowerów, telewizor, aparaty fotograficzne.

” Gdzie skarby?” Pytam Grześka.

” Skarby? Najczęściej trafiają do nas najzwyklejsze rzeczy, rzadko zdarzają się białe kruki. Najczęściej przyjmujemy pod zastaw komórki, rowery, biżuterię. Naprawdę trzeba mieć szczęście by trafić na coś starego i wyjątkowego” wyjaśnia.

Zmienia tabliczkę na drzwiach. Otwarte. Od tej chwili jestem pracownikiem lombardzie,  przynajmniej na jeden dzień. Zaczyna się całkiem zwyczajnie, od mycia podłogi. Potem siadamy u rozmawiamy.

„Najczęściej jest po prostu nudno, nie zdarzają się takie szalone sytuacje jak w telewizji” opowiada Grzesiek. „Najczęściej klient przychodzi, oddaje rzecz pod zastaw i wychodzi z pieniędzmi, bez zbędnych tłumaczem”.

Grzegorz pokazuje mi najciekawsze zastawy. Zainteresował mnie aparat fotograficzny Zenit. Jest to stary i dobry sprzęt produkcji rosyjskiej. Zapakowany w elegancki, skóropodobny futerał. Z ciekawości sprawdzam czy działa. Jest w świetnym stanie.

„Przyniósł go do nas taki starszy facet, pozbył się go bez większych ceregieli, wiec zgaduję, że nie była to pamiątka po ukochanym dziadku”.

” To dość stary sprzęt. Jaka jest jego cena?”

„Działa i jest w dobrym stanie  jest futerał w zestawie… Sto pięćdziesiąt złotych”.

” A za ile oddał go tamten facet?

Grzesiek zastanawia się chwilę. „Sześć dych”.

” To mało. Nie jest to nawet połowa jego wartości”.

” Też muszę na nim zarobić” wyjaśnia Grzesiek.

Naszą rozmowę przerywa wejście klienta. Kładzie na ladę małe pudełeczko. Grzesiek pozwala mi wycenić rzecz. W środku jest piękny zegarek kieszonkowy, chyba srebrny. Wygląda na bardzo stary. ” Kupiłabym go za dwieście, może sto pięćdziesiąt złotych”.

Grzesiek przejmuje ode mnie zegarek, dokładnie go ogląda, otwiera go i sprawdza mechanizm, a także kopertę.

„Zrobiłabyś najgorszy interes. Jest warty najwyżej czterdzieści złotych. Zobacz. Nie jest nawet posrebrzany, nie jest też stary bo mechanizm jest na baterie a nie nakręcany. I jak dokładnie się przyjrzyj na spodzie koperty jest napis Made In China. To nie jest cenny przedmiot, ma wartość raczej kolekcjonerską”.

Klient nie zgadza się jednak oddać zegarka za oferowane mu dwadzieścia pięć złotych i wychodzi.

„Pracując w lombardzie trzeba się znać” wyjaśnia Grzegorz. „Trzeba umieć rozróżnić skarb od zwykłego grata. Nie można przeinwestowac bo pójdzie się z torbami”.

” A czy zdarzały się rzeczy kradzione?”

„O tak. Kiedyś przyszła do mnie policja, okazało się, że rower jest kradziony. Jakiś gość ukradł go z piwnicy kamienicy i przyniósł sprzedać. Ktoś ze znajomych właściciela go zobaczył i dał mu znać, a ten przyszedł do mnie z policją. Oczywiście musiałem go oddać. Bylem wtedy straty,  dość trochę w nim utopiłem…”

Praca w lombardzie nie jest więc tak przyjemna jak niektórym się wydaje. Warto czasem z przymrużeniem oka traktować wszystkie seriale o lombardach i porozmawiać z kimś kto zna tym temacie jak nikt.

Dodaj komentarz